Europa dziś uzależniona jest od importu ropy, gazu i węgla, bo sama nie wydobywa tych surowców w stopniu wystarczającym na pokrycie własnych potrzeb. Rozwiązaniem miała być technologia OZE. Oparta na nich elektryfikacja gospodarki była reklamowana jako wyzwolenie się od zewnętrznych dostawców. Problem w tym, że komponentów do odnawialnych źródeł także nie wytwarzamy w Europie. A zatem zamieniamy jedno uzależnienie drugim.
Spis treści
Europa zazielenia energetykę, a Chiny liczą pieniądze
Unia Europejska wydała już miliardy euro na transformację energetyczną. Cel był oczywisty. Nasz kontynent nie chce wytwarzać energii z węglowodorów, ale dzięki OZE. W ten sposób planował uniezależnić się od zewnętrznych dostawców surowców. Szczególnie po tym, jak Rosja pokazała nam w 2021 i 2022 r., że gaz, ropa czy węgiel mogą zostać wykorzystane jako broń w geopolityce, gdy obniżała przepustowość rurociągów lub kompletnie odcinała przesył.
To właśnie dlatego zgodnie z dyrektywą RED III udział OZE w końcowym zużyciu energii w UE do 2030 r. ma wzrosnąć do co najmniej 42,5 proc. Problem w tym, że w tym samym czasie, gdy Europa przymierzała się do rewolucji w energetyce, Chiny budowały własne kompetencje technologiczne w zakresie produkcji komponentów OZE.
Powiem teraz coś przeciwko sobie, ale jako dystrybutor fotowoltaiki i producent magazynów energii znam każdy z aspektów rynku OZE. Jeżeli kupujemy fotowoltaikę, to 80 proc. jej komponentów zostało wyprodukowanych w Chinach.
Michał Sołowow, polski przedsiębiorca i inwestor, cytowany przez Biznes Enter

Sektor OZE zdominowany przez Pekin
Zbiegnięcie się w czasie rewolucji energetycznej po europejsku i działalności Chin doprowadziło do tego, że dziś głównie kupujemy technologię Państwa Środka. Kiedy ktoś potrzebuje turbin wiatrowych, paneli fotowoltaicznych czy magazynów energii, to w pierwszej kolejności zwraca swój wzrok – i portfel – w kierunku Jiangsu, Guangdong, Fujian czy innych prowincji koncentrujących produkcję OZE.
Przewagę Pekinu potwierdzają także dane. Jak wskazuje Biznes Enter, Chiny odpowiadają nie tylko za ok. 80 proc. produkcji modułów fotowoltaicznych i baterii, ale także za ok. 70 proc. wytwarzanych gondoli do wiatraków – wynika z raportu „Energy Technology Perspectives 2026” stworzonego przez Międzynarodową Agencję Energetyczną (MAE). W raporcie tym też możemy wyczytać, że analogiczna produkcja gondoli w UE byłaby o ok. 75 proc. droższa.
A jeśli zejść na poziom mikro, to chińska przewaga jest jeszcze znaczniejsza. Ich koncerny zapewniają ok. 95 proc. globalnego polikrzemu i niemal 100 proc. płytek krzemowych używanych w fotowoltaice.
Jeśli zatem Europa chce się wyzwolić, to musi jak najmocniej postawić na własną, rodzimą produkcję komponentów, nawet jeśli będą droższe od azjatyckich. Bez tego zamieni jedno uzależnienie od paliw kopalnych drugim – tym razem od chińskiej technologii.
Zdjęcie otwierające: Nicram Sabod / Shutterstock
