Przed wami test Kia K4 w swojej najbogatszej odsłonie GT-Line. Koreańczycy zmienili nomenklaturę, więc od razu zaznaczam, że mamy do czynienia z następcą Ceeda, czyli popularnego kompakta. Muszę na wstępie przyznać, że K4 również ma ogromne szanse znaleźć się w czołówce sprzedaży w swoim segmencie. Kia wzięła to, co było doceniane w poprzedniku, dołożyła więcej przestrzeni, nowsze technologie, ale przy zachowaniu świetnej ergonomii i praktyczności.
W takim razie gdzie szukać wad? Okazuje się, że nawet nie w cenniku, choć wybrana wersja wyposażenia będzie miała istotne znaczenie. Trzeba ewidentnie rozłożyć na czynniki pierwsze to, co oferuje Kia K4, aby doszukać się bolączek. W takim razie zróbmy to i poznajmy z bliska tytułowy model. Serdecznie zapraszam do testu.
Test Kia K4. Spis treści




Zalety
- Świetna relacja możliwości i praktyczności do ceny
- Dobrze rozplanowany, funkcjonalny i wydajny system
- Bardzo ergonomiczne, przemyślane i należycie wykonane wnętrze
- Dobre właściwości jezdne
- Więcej niż wystarczająca dynamika
- Systemy wsparcia, które faktycznie są pomocne
Wady
- Koniecznie trzeba dokładnie zrozumieć, co kryje się w poszczególnych wersjach (np. wyciszenie)
- Nie do końca zrozumiałe subskrypcje systemu multimedialnego
- Ospała skrzynia biegów
Test Kia K4. Nasza, krótka opinia
Pojawienie się K4 na rynku w miejsce Ceeda należy uznać za bardzo udany ruch Kii. Koreańczycy podtrzymali najważniejsze zalety poprzednika, wprowadzając jednak zupełnie nową jakość i odświeżenie technologiczne. Dlatego dostajemy nowoczesny samochód, który przy okazji jest bardzo praktyczny, dobrze poskładany, a nad tym wszystkim pojawia się rozsądna cena. Tylko warto upewnić się, czy na pewno wszystko znajduje się w wyposażeniu, co jest dla nas istotne. Niezależnie musimy liczyć się ze skrzynią biegów, która nie jest typową, szybką dwusprzęgłówką.
Cena Kia K4 i wersje wyposażenia

Kia K4 oferowana jest w dwóch wersjach nadwozia: hatchback i kombi. Na innych rynkach dostępny jest jeszcze 4-drzwiowy sedan. Za znacznie większy bagażnik (+170 litrów) musimy dopłacić od 6 do 9 tys. złotych w zależności od wybranego wariantu wyposażenia i motoru pod maską. W ten sposób mówimy o macierzy 3×3, gdzie w komórkach pojawiają się następujące ceny w przypadku hatchbacka:
- M:
- 1.0 115 KM (5-biegowa skrzynia manualna): ~109,5 tys. złotych,
- 1.6 150 KM (7-biegowa skrzynia automatyczna): ~118,5 tys. złotych,
- L:
- 1.0 115 KM (5-biegowa skrzynia manualna): ~122 tys. złotych,
- 1.6 150 KM (7-biegowa skrzynia automatyczna): ~131 tys. złotych,
- 1.6 180 KM (7-biegowa skrzynia automatyczna): ~136 tys. złotych,
- GT-Line:
- 1.6 150 KM (7-biegowa skrzynia automatyczna): ~152 tys. złotych,
- 1.6 180 KM (7-biegowa skrzynia automatyczna): ~156,5 tys. złotych.
Na tym etapie widać, że K4, mimo iż to stosunkowo świeży model na rynku, nie został drogo wyceniony, a wręcz bardzo rozsądnie. Do tego dopłata do najmocniejszego motoru wydaje się marginalna względem słabszego wydania 1,6-litrowego silnika. Tymczasem różnice w wyposażeniu pomiędzy poszczególnymi wersjami przedstawiają się następująco:









Kia już przyzwyczaiła nas do 7-letnich gwarancji na swoje samochody i w przypadku K4 jest dokładnie tak samo. Oczywiście jest ona ograniczona przebiegiem do 150 tys. kilometrów. Co ciekawe, również limit przebiegu występuje w przypadku ochrony na lakier i perforację blach, które trwają odpowiednio 5 i 12 lat.
Ile kosztuje ubezpieczenie Kii K4?
Według danych Rankomat ubezpieczenie OC testowanego K4’ki dla kierowcy z kilkuletnim prawem jazdy może wynieść około 680 złotych. Z kolei za pakiet z AC przyjdzie zapłacić 2800 złotych. Sprawdź, ile Ciebie będzie kosztować ubezpieczenie Kii, klikając poniższy link.
REKLAMA – LINK PARTNERA, wstawił android.com.pl, po sprzedaży otrzymamy prowizję

Testowana Kia K4 to najbogatszy możliwy wariant, czyli GT-Line z opcjonalnym lakierem (Sparkling Yellow, 3 tys. złotych) i oknem dachowym (+rozbudowane oświetlenie nastrojowe, 3,5 tys. złotych).
Dlatego z bazowej ceny 156,5 tys. złotych robi się prawie 163 tys. złotych. Przypominam, że mówimy o samochodzie wyposażonym pod korek i to bez żadnych rabatów, które w przypadku rocznika 2025 mogą sięgać nawet 11 tys. złotych.
Dane techniczne Kia K4

Patrząc na to, co kryje testowana Kia K4 w zakresie zastosowanych układów, to w dużej mierze są to sprawdzone rozwiązania w starszych i innych modelach. Co ciekawe, Koreańczykom udało się stworzyć takie napędy, które… nie wymagają prądu, przez co cała konstrukcja jest prostsza. Osiągi może nie są rekordowe, ale zdecydowanie nie powinniśmy narzekać, gdy wybierzemy jeden z wariantów motoru 1.6 T-GDI.

Zapewne z czasem pojawią się mocniejsze odmiany lub hybrydy (także typu Plug-In), ale w momencie publikacji tego materiału do wyboru mamy tylko turbodoładowane benzyny. W końcu nie zapominajmy, że poprzednik występował w usportowionej wersji ProCeed, więc niewykluczone, że K4 także doczeka się bardziej agresywnego wariantu.

Pod względem wymiarów Kia K4 ewidentnie wyróżnia się w swoim segmencie, bo nie powinniśmy porównywać ją do VW Golfa lub Toyoty Corolli, a bardziej do Skody Octavii, która przecież jest liftbackiem. Koreańczycy idealnie wpisali się w środek tego kompaktowego rynku.

Jak nie patrzeć na testowany model, stawia on na praktyczność i wyróżnia się swoim wyglądem – w całości i detalach – który niewątpliwie można skrajnie odbierać. Jednym będzie się bardzo podobać, a inni będą potrzebowali chwili, żeby się przyzwyczaić.
Historia Kia K4 w skrócie

Jak już wspomniałem, Kia K4 wymienia w portfolio marki bardzo udany model Ceed. W 2006 roku, kiedy debiutował, pokazał on nam, że warto poważnie traktować koreańskie samochody. Przede wszystkim doceniana była jakość i świetna relacja jakości do ceny. Swoje trzy grosze na pewno dodał regularny występ w Top Gear, a na polskich drogach w formie radiowozu.

Przez pierwsze dwie generacje Ceed nazywany był Cee’d, ale w trzeciej zniknął apostrof. W sumie wszystkie trzy generacje były na różne sposoby wyróżniane (m.in. wariantem ProCeed) i były technologicznie bliźniacze z Hyundaiem i30. Jednak Kia dodawała więcej młodzieżowego, nieco sportowego charakteru i oczywiście nieco niższą cenę.

Świat nieco zaskoczył się, gdy okazało się, że Ceed znika z rynku, a jego miejsce w 2025 roku przejmuje Kia K4. Ma to związek z ogólną rewolucją w nomenklaturze koreańskiej firmy, która ma być właśnie dużo, dużo prostsza.
Do tego K4 jest produktem globalnym, podczas gdy Ceed stworzony był głównie z myślą o europejskim kliencie. Różnice pozostają jedynie w napędach. Tytułowy samochód tym razem nie bazuje na Hyundaiu i30, a Elantrze, która w międzyczasie zniknęła z Europy.



Kia K4 to samochód kompaktowy, czyli reprezentuje segment C jako popularny hatchback lub kombi. W ten sposób konkurencji kompletnie mu nie brakuje. Wspomniałem wcześniej o VW Golfie, Toyocie Corolli, Skodzie Octavii, ale do tego grona jeszcze śmiało możemy dołożyć Opla Astrę, Hondę Civic, Mazdę 3, Peugeota 308 i wiele innych.
System multimedialny Kii K4, czyli duży krok naprzód, ale z małym potknięciem

Kia w parze z Hyundaiem, odkąd tylko pamiętam, stawiają na nieprzekombinowane wizualnie systemy operacyjne, gdzie liczy się praktyczna funkcjonalność i mnogość użytecznych przełączników, a na dalszym planie pojawia się personalizacja z wizualnymi wodotryskami. Koreańczycy powoli starają się to zmienić, ale na szczęście nie jest to efekt kompromisu.
W ten sposób mówimy o sensownej rozbudowie, choć idącej w parze z… kosztami, ale o tym za moment. Oprogramowanie, które było mi dane poznać w K4, należy do sprawnie działających. Wydajność stoi na wysokim poziomie, a nauczenie się kompletnej obsługi nie trwa długo.
Już w podstawowych wersjach otrzymujemy 12,3-calowy panel centralny, któremu towarzyszy 5,3-calowy wyświetlacz przeznaczony wyłącznie do klimatyzacji. W najtańszym wariancie (M) Kia K4 stawia na klasyczne cyferblaty z 4-calowym komputerem pokładowym. W bogatszych odmianach pojawiają się 12,3-calowe cyfrowe zegary. W GT-Line w standardzie jest jeszcze Head-Up Display.
Centralny ekran wciąż zachwyca prostotą i funkcjonalnością

Naturalnie podczas pierwszej konfiguracji K4 pojawi się prośba o podłączenie swojego konta Kia Connect za pomocą smartfona. Warto to zrobić w kontekście zdalnego dostępu i zapamiętywania swoich ustawień. Na etapie poznawania systemu odkryjemy, że też część multimedialnych rozwiązań działa wyłącznie po rejestracji profilu, więc pełnię możliwości poznamy wyłącznie z podłączonym kontem.




































Interfejs oprogramowania, które poznajmy w K4, opiera się na przewijanych pulpitach z prostymi widżetami, ale głównie skrótami do konkretnych modułów. Jest też rozwijana belka ze skrótami, a w wybranych aplikacjach dodatkowa, boczna sekcja już z konkretnymi widżetami. Kia stara się także powoli wprowadzać różnorakie motywy, aby całość nie była taka ciemna, ale to jedna z tych funkcji, gdzie profil Connect jest wymagany.
Koreańczycy przyzwyczaili nas już, że instrukcja obsługi w systemie to po prostu kod QR, który skanujemy smartfonem. Z kolei wbudowany asystent głosowy ogranicza się do najbardziej podstawowych poleceń, ale zamiast niego można wywoływać chociażby Gemini z Android Auto.


































Bardzo podoba mi się osobny panel dotykowy do zarządzania klimatyzacją w Kii K4, bo… jego najważniejsze funkcje obsługujemy fizycznymi przełącznikami. Niezależnie możemy włączyć też pełen podgląd tego modułu w ramach centralnego ekranu, więc Koreańczycy podeszli do tego tematu w pełni kompleksowo.
Co więcej, jak zawsze w przypadki Kii, na pewno nie będziemy narzekać na brak opcji związanych z innymi ustawieniami komfortu (centralny zamek, cyfrowy kluczyk, światła itd.). Mówimy o sekcjach, gdzie jest naprawdę wiele przydatnych przełączników, które ustawimy raz po swojemu i nie będziemy do nich wracać, ale bardzo dobrze, że są dostępne.




















W zakresie łączności K4 oferuje wszystko to, co najważniejsze. Za to Kia dotychczas nie wychodziła naprzeciw w kontekście multimedialnej funkcjonalności swoich systemów. Dostawaliśmy podstawowe aplikacje, ale w testowanym modelu to się zmienia, bo pojawia się YouTube i całe sekcje gier oraz rozrywek. To ten duży krok naprzód z nagłówka.
W parze idzie jednak potknięcie. W końcu nie uruchomimy tak prosto poszczególnych aplikacji, bo wymagane jest połączenie z Kia Connect, a następnie… wykupienie subskrypcji. To trochę niezrozumiały paywall, gdzie większość firm oferuje tego typu pozycje za darmo.
Kia K4 poza wersją GT-Line (i pakietem Business Line) generuje dźwięk poprzez 6 głośników. Z racji testowania najbogatszej odmiany, tak na pokładzie pojawia się zestaw premium z logiem Harman Kardon, który przekłada się na 7 głośników i subwoofer. Co ciekawe, jest to opcja zarezerwowana wyłącznie dla modeli z automatyczną skrzynią biegów.
Jak to brzmi? Okazuje się, że całkiem nieźle. Siłą rzeczy Kia K4 nie ma aspiracji do świata premium, więc jakość dźwięku skupia się na popularnych brzmieniach, gdzie docenimy niskie i wysokie tony. Prosty equalizer potrafi dobrze dobrać poszczególne pasma pod własne oczekiwania, więc ostatecznie czeka na nas przyjemnie brzmiący zestaw, który sprawdza się w dobrze wyciszonym wnętrzu.
Nawigacja jest po prostu ok, bo i tak wybierzemy Android Auto lub Apple CarPlay

Przechodząc do nawigacji Kii K4, mamy do czynienia z teoretycznie prostym programem, który po bliższym przyjrzeniu okazuje się dosyć rozbudowany. Niemniej prosta pozostaje obsługa, gdzie w przypadku wyszukiwarki towarzyszy nam silnik Google, choć naturalnie same mapy już są poza amerykańskim gigantem. Niemniej baza i sposób wyznaczania tras wypadają dobrze.
W ustawieniach znajdziemy jeszcze wbudowaną funkcję ostrzeżeń przed fotoradarami, która mam wrażenie, że kiedyś była lepsza, bo uwzględniała dodatkowo odcinkowe pomiary prędkości.
W K4 już tego nie zauważyłem lub bazy zostały w jakiś sposób ograniczone, a fajnie to współgrało z HUD, gdzie widzieliśmy właśnie średnią prędkość na danym odcinku.
































Mimo wszystko i tak nie mogło zabraknąć bezprzewodowego wsparcia dla Android Auto oraz Apple CarPlay. Obie platformy działają bez żadnych niedogodności i przekazują podstawowe informacje na cyfrowe zegary oraz HUD.

Cyfrowe zegary i HUD, które wyróżniają się funkcjonalnością

Zmieniamy ekran, aby odkryć, że w zakresie cyfrowych zegarów Kia oferuje sporo i to począwszy od personalizacji, a kończąc na dostępnych funkcjach. Wszystko to idzie w parze z dobrą czytelnością i sensownym ulokowaniem poszczególnych elementów.






W przypadku dostępnych motywów mamy do wyboru aż 6 pozycji w ramach dwóch kategorii: zwizualizowanych cyferblatów lub samych liczb z termometrami. Do tego dochodzą trzy warianty stylistyczne, które możemy wybierać indywidualnie lub zintegrować z trybami jazdy.










Niezależnie od motywu centralnie czekają na nas przewijane widżety, gdzie znakomita większość z nich to różnorakie wydania komputera pokładowego. Poza tym możemy wyświetlać wskazania z nawigacji, systemów wsparcia lub po prostu powtórzoną prędkość, z którą się poruszamy. Jest to również sekcja, gdzie należy szukać szczegółów związanych z ciśnieniem opon.
Dodatkowo prędkościomierz lub obrotomierz może zostać zamieniony na kontekstowe wskazania związane m.in. z ustawianiem świateł lub wycieraczek, a także czujników parkowania. Co więcej, w testowanej Kii K4 nie mogło zabraknąć podglądu z bocznych kamer, gdy włączymy kierunkowskaz. To bardzo wygodne rozwiązanie, ale dostępne w parze z systemem kamer 360 stopni.



Wyświetlacz przezierny na pierwszy rzut oka należy do bardzo prostych, bo skupia się głównie na pokazywaniu prędkości i aktualnego ograniczenia, a także danych z systemów wsparcia. Niemniej wiele dodatkowych informacji ujrzymy w momencie, gdy faktycznie są one potrzebne, np. ostrzeżenia o pojazdach w martwym polu, wspomniane wcześniej odcinkowe pomiary prędkości i oczywiście wskazówki z nawigacji.










Wnętrze Kii K4 jest wygodne w każdym calu

Kia K4 jest idealnym przykładem, gdzie wnętrze jest projektowane nowocześnie, ale z zachowaniem praktycznych rozwiązań. Do tego dochodzą w dużej mierze przyjemne w dotyku materiały i spasowanie, do którego nie można się przyczepić. Naturalnie nie możemy oczekiwać prawdziwej skóry, a głównie tworzywa sztuczne (z recyklingu), ale ma to wszystko ręce i nogi, będąc bardzo przyjemne w odbiorze.
Z racji wyposażenia docenić można jeszcze kolorystykę, która nie jest typowo ciemne. Niemniej warto na każdym kroku właśnie weryfikować wyposażenie, bo w tańszych wersjach będzie nie tylko mniej dodatków, ale jednocześnie odczujemy gorsze wyciszenie i tańsze, już mniej przyjemne materiały.




W przypadku systemu dostępu bezkluczykowego Kia K4 już w najtańszej wersji pozwala na proste otwieranie i zamykania samochodu. Wystarczy, że zbliżymy się do auta, a to się rozświetli. Centralny zamek zostanie odblokowany, gdy złapiemy za jedną z przednich klamek, choć tutaj czasami miewałem problemy z opóźnioną reakcją. W przypadku blokowania wystarczy dotknąć żłobień na tym samych klamkach.
W przypadku bagażnika również nie musimy wcześniej otwierać samochodu. Piąte drzwi również reagują na obecność pilota w niedalekim otoczeniu. Co jeszcze istotne, wyłącznie w wersji GT-Line mamy możliwość zastosowania cyfrowego kluczyka w formie smartfona.
Pierwszy rząd od razu zdradza nam, że Kia K4 może sporo oferować



Zajmowanie miejsca w pierwszym rzędzie jest typowe dla kompaktowych hatchbacków. Oczywiście trzeba liczyć się z nisko poprowadzonym dachem testowanej Kii, ale mierząc 1,8-metra wzrostu, ani razu nie zahaczyłem głową. Drzwi nie zasłaniają całkowicie progu.






Tymczasem boczek wita nas przyjemnymi w dotyku materiałami, które może nie są przesadnie miękkie, ale w żaden sposób nie dokuczają w trakcie jazdy. Pozytywnie odbieram wszelkie fizyczne przełączniki. Naturalnie ich liczba zależy od wyposażenia i tu pojawia się m.in. ograniczenie wersji M, gdzie nawet nie znajdziemy automatycznie sterowanych szyb (pozostają elektryczne).
Niemniej już od wariantu L czekają na nas klawisze podgrzewania kierownicy i foteli, a w GT-Line nawet wentylacja w parze z pamięcią ustawień fotela kierowcy. Idąc dalej, pojawia się wąski, ale ogólnie spory schowek, który za sprawą swojego wysunięcia i wyprofilowania spokojnie mieści większe butelki.
Fotele, czyli kierowca sporo zyskuje względem pasażera

Zajmujemy miejsce w pierwszym rzędzie na fotelach, które już od wersji L są skórzane (eko-skóra) i należy uznać je za w pełni wygodne. Wykończenie i wypełnienie jest bardzo przyzwoite, trzymanie boczne więcej niż wystarczające, a regulacja robi dobre wrażenie w przypadku kierowcy. Jedynie siedzisko mogłoby być minimalnie dłuższe.





W przypadku kierowcy, który po prostu zyskuje znacznie więcej. Naturalnie oba fotele oferują wspomniane wcześniej podgrzewanie (3-stopniowe) i wentylację (3-stopniowa), rozbudowaną regulację zagłówka (4-kierunkową), ale to też koniec udogodnień po stronie pasażera.
To właśnie kierowca dostaje elektryczne sterowanie, które dodatkowo obejmuje pamięć, funkcję komfortowego wsiadania/wysiadania i możliwość dostosowywania odcinka lędźwiowego (2-kierunkowo), a także pochylenia siedziska.
Kierownica, która jest niezła, ale trzeba się przyczepić

Główne narzędzie pracy kierowcy należy do bardzo udanych. Podwójne, skórzane wykończenie wieńca dobrze odnajduje się w dłoniach. Do tego jest on podgrzewany (2-stopniowo) od wersji L. Regulacja jest manualna, w dwóch kierunkach, choć nie wysuniemy jej jakoś szczególnie daleko, więc wyższe osoby mogą odczuwać pewien brak w tym zakresie.






Za to rewelacyjnie wypada obsługa wszelkich przełączników, które są fizyczne i w parze z wygodnymi rolkami nie mogę się po prostu w żaden sposób przyczepić. Lewa sekcja zarządza tempomatem i cyfrowymi zegarami, podczas gdy prawa przeznaczona jest do sterowania multimediami. Do tego dochodzi jeden, konfigurowalny przycisk.
Niezależnie, w ramach trzeciego, dolnego ramienia znajdziemy klawisz, którym przełączamy tryby jazdy, co jest charakterystyczne dla wersji GT-Line. Sportowym akcentem są jeszcze łopatki, ale nie będziecie z nich zbyt chętnie korzystać.




Główne bolączki, które po części powiązane są z kierownicą, sprowadzają się do tego, że sam wieniec zasłania dodatkowy ekran, na którym widzimy ustawienia klimatyzacji. Co prawda wskazania są powtarzane na centralnym wyświetlaczu, ale przez chwilę, gdy coś przestawiamy. Druga niedogodność to widoczny na kolumnie czujnik monitorujący wzrok kierowcy. Momentami jest on nadwrażliwy i wystarczy zmrużyć oczy od słońca, aby zaczął pikać.
Deska rozdzielcza to praktyczność na całego

Wspomniana na początku nowoczesność połączona z ergonomią najlepiej zobrazowana jest w ramach deski rozdzielczej, której projekt przewiduje wyświetlacze, ale jednocześnie wygodne, fizyczne przyciski. Samo wykonanie również stoi na bardzo dobrym poziomie i całość po prostu może się podobać. Przy tym nie brakuje praktycznych rozwiązań.









Słupki A witają nas częścią systemu audio. Na samym szczycie deski wyróżnia się obudowa projektora wyświetlacza przeziernego, a dalej witamy się z taflą szkła, za którą Kia ukryła trzy wyświetlacze, w tym dwa z panelami dotykowymi. Obsługa tego środkowego, odpowiedzialnego za klimatyzację, nie jest męcząca, bo… w sumie rzadko musimy do niego sięgać.
W końcu pod ekranami pojawiają się fizyczne przyciski i przełączniki, przedzielone nawiewami. Część z nich zarządza systemem multimedialnym, a część temperaturą i intensywnością nawiewu. Co istotne, już w standardzie w wariancie M dostajemy 2-strefową klimatyzację. Jeszcze niżej widoczne są dwa złącza USB-C i gniazdo 12 V w towarzystwie prostego schowka z ładowarką indukcyjną (od wersji L).







Pomiędzy fotelami wyróżnia się spora dźwignia skrzyni biegów, która otoczona została przez fizyczne przyciski związane z samym uruchamianiem K4’ki, systemami start-stop, auto-hold i czujnikami parkowania. Idąc dalej, czeka na nas już większy schowek, który poprzez przyciski zamienia się w wygodne uchwyty na kubki.
Nieco mniej wygodny jest podłokietnik, który jest krótki i nieregulowany. Na szczęście jest odpowiednio miękki, choć niskie osoby po prostu nie skorzystają z niego. Za to po jego podniesieniu ujrzymy kolejną, niezbyt dużą przestrzeń na drobiazgi, ale za to miękko wykończoną.






Przed pasażerem także nie mogło zabraknąć schowka, który jest akceptowalnej wielkości. Za to przy podsufitce dostępny jest panel do sterowania oświetleniem (dotykowe przyciski) i oknem dachowym (fizyczny przełącznik). Lusterko jest fotochromatyczne i zapewnia dobrą widoczność.
Drugi rząd ujawnia bardziej zadziorny charakter











Otwierając tylne drzwi Kii K4, musimy nieco nauczyć się sięgania do klamki, która jest ukryta w słupku i nie należy do największych. Od środka boczek drzwi niestety jest dosyć twardy (korpus), przez co czuć minimalny spadek jakości względem pierwszego rzędu. Na szczęście elementy, o które się opieramy, uginają się delikatnie i są przyjemne w dotyku.
Niemniej po otworzeniu drzwi miejsca do wsiadania i wysiadania jest odpowiednio sporo. Podobnie jak w przypadku pierwszego rzędu warto przyjrzeć się detalom, bo tylko w wersji GT-Line tylne okna sterowane są automatycznie. W M i L musimy stale trzymać przycisk. Niezależnie od wyboru schowek w boczku jest minimalistyczny.


Kia K4 pod względem wymiarów wyróżnia się na długość i szerokość, ale jest jednocześnie niższa, więc główną bolączką na tylnej kanapie będzie miejsca nd głową. Swoje trzy grosze w tym zakresie zabiera opcjonalne okno dachowe (wybrzuszenie w podsufitce), ale mimo wszystko bez problemu zmieszczą się nawet 2-metrowcy, co robi bardzo dobre wrażenie. Szczególnie w tej klasie.









Pamiętając, że mamy do czynienia z najbogatszą wersją Kii K4, tak w drugim rzędzie nie brakuje udogodnień. Sporo z nich nie uświadczymy w tańszych odmianach, więc warto zwrócić uwagę, co pojawia się w konkretnych pakietach (na początku materiału).
Tym sposobem czekają na nas podłokietnik z otwartymi uchwytami na kubki, gazetownik (tylko po stronie pasażera), jeden haczyk, centralny nawiew, dwa gniazda USB-C, podgrzewane skrajne siedzenia i ukryte mocowania Isofix (bez żadnych zaślepek). Swoją drogą oparcia przednich foteli, które są wyniesione, można wykorzystać w formie wieszaków na kurtki.
Oświetlenie i okno dachowe idą w parze














Kia K4 rozświetla się, gdy tylko się do niej zbliżymy, aczkolwiek mowa wyłącznie o podświetlanych klamkach przednich drzwi. Naturalnie w tej klasie nie oczekujemy zbyt wiele od liczby zewnętrznych źródeł światła, więc już nawet ten dodatek i sposób działania zasługują na pochwałę.
Z kolei we wnętrzu czuć dysproporcję pomiędzy pierwszym i drugim rzędem. Podstawowe oświetlenie jest LED-owe i odpowiednio mocne, choć w przypadku tylnej kanapy wynika to częściowo z obecności okna dachowego. Razem z nim otrzymujemy dwie lampki w okolicach cykorłapek. Z kolei odpowiednik nastrojowy ogranicza się do pierwszego rzędu w formie pasków w desce rozdzielczej i boczkach drzwi. Możemy dobrać kolor oraz dostosować jasność.








Wspomniane okno dachowe to jedyna opcja, którą możemy dobrać do Kii K4 w wydaniu GT-Line. Tak naprawdę to po prostu szyberdach z obniżoną podsufitką w drugim rzędzie. Całość jest elektrycznie sterowana, włącznie z roletą, która chowa się właśnie we wspomnianym obniżeniu. Swoją drogą od zewnątrz przeszklenie jest na całą szerokość, czego nie widać we wnętrzu.
Bagażnik K4 już w hatchbacku robi bardzo dobre wrażenie




Przechodzimy od ostatniej części wnętrza K4’ki i okazuje się, że Kia nie przewidziała elektrycznie podnoszonej klapy dla hatchbacka. Jednak jej otwieranie nie stanowi większego problemu, a przy zamykaniu docenimy wygodny uchwyt. Prąd pojawia się w wersji L w przypadku nadwozia kombi. Wracając do bohatera naszego testu, trzeba liczyć się ze stosunkowo wysokim progiem załadunkowym.




Podstawowa pojemność bagażnika Kii K4 wynosi 438 litrów, więc całkiem nieźle, choć co nieco odchodzi za sprawą obecności subwoofera. Mimo wszystko to przyzwoity wynik, gdzie bez trudu zmieścimy większe walizki. Jak potrzebujemy przewieźć coś większego, to możemy złożyć oparcia tylnej kanapy (40:60, mały otwór na narty), aby uzyskać 1217 litrów, choć bez płaskiej podłogi.
Pod wykładziną, która swoją drogą nie jest zbyt sztywna, pojawia się trochę dodatkowego miejsca, gdzie nawet zmieścimy koło dojazdowe. Półka, oddzielająca przestrzeń bagażową, jest w pełni standardowa. Z udogodnień dostajemy gniazdo 12 V (od wersji L w standardzie), mocowania na siatki i dwa haczyki. Kia przewiduje możliwość montażu haka holowniczego, ale nie pojawia się on w konfiguratorze.








Wrażenia z prowadzenia, czyli Kia K4 dostosowana do wszystkich rynków

Testowana Kia K4 to samochód kompaktowy, gdzie liczy się to, aby… sprawdzać się w każdych warunkach. Dokładnie taki zamysł towarzyszył projektantom, choć trzeba przyznać, że recenzowane auto zyskuje swój przyjemny charakter podczas prowadzenia. Przeważają komfortowe aspekty, ogólna lekkość, ale nie ma typowej dominacji, która mogłaby jakkolwiek nudzić podczas podróżowania.

Zacznijmy od układu kierowniczego, który czuć, że został zunifikowany na wszystkie rynki światowe, przez co jest lekki, co docenimy podczas manewrowania. Średnica zawracania (10,7 m) także dobrze wypada.
Za to fani nieco bardziej dynamicznej jazdy mogą odczuwać ograniczenia w precyzyjnym wydawaniu poleceń. Mimo wszystko K4’ka nie jest sportowcem, więc można przymknąć na to oko.

Za to zupełnie inaczej odbieram zawieszenie. Układ resorowania bardzo dobrze wybiera nierówności, a przy okazji pewnie zachowuje się w każdym scenariuszu, uwzględniając również szybciej pokonywane zakręty. Pod tym względem Kia naprawdę dobrze dobrała nastawy, oferując odpowiednią sztywność, która w żadnym stopniu nie męczy na drogach różnej jakości.
Dynamika jazdy Kii K4 w najmocniejszym wydaniu

W momencie publikacji materiału Kia K4 w Polsce oferowana jest wyłącznie z turbodoładowanymi silnikami benzynowymi, które występują w dwóch wariantach: 1-litrowy (3-cylindrowy, 115 KM, 6-biegowa skrzynia manualna) oraz 1,6-litrowy (4-cylindrowy, 150 lub 180 KM, 7-biegowa skrzynia automatyczna). Napęd zawsze przekazywany jest na przednie koła.

Kia K4 w swojej najmocniejszej wersji przyspiesza od 0 do 100 km/h w 8,4 sekundy wg. danych producenta. W praktyce bez problemu osiągniemy ten wynik. Mało tego, w dobrych warunkach nawet udało mi się uzyskać 8,1 sekundy, więc Koreańczycy bardzo zachowawczo podeszli do podawania osiągów swojego kompakta.
Swoją drogą ciekawostka, bo cięższa o 40 kg wersja kombi z dokładnie tym samym napędem jest w stanie osiągnąć pierwsze 100 km/h w 8 sekund wg. deklaracji producenta. Dlatego coś czuję, że Kia mogła namieszać w danych technicznych. Nie upatrywałbym w tym wypadku modyfikacji skrzyni biegów (prędkość maksymalna bez zmian) lub aż takiej poprawy aerodynamiki.



Kia K4 oferuje trzy, klasyczne tryby jazdy (Eco, Normal, Sport), które dostępne są wyłącznie w parze z automatyczną skrzynią biegów. Różnice w działaniu pomiędzy nimi są szczególnie odczuwalne właśnie w pracy przekładni, która dopiero w Sport sprawia wrażenie płynnej, ale o niej jeszcze poświęcę osobny akapit.
W parze z ospałością skrzyni zmienia się jeszcze reakcja na gaz oraz częstotliwość stosowania systemu start-stop. Układ kierowniczy i zawieszenie pozostają w takich samych nastawach niezależnie od wybranego trybu jazdy. Domyślnie Kia K4 nie zapamiętuje ostatnio wybranego ustawienia i startuje w pozycji Normal.

W codziennej jeździe testowana Kia jest samochodem, który niespecjalnie zachęca do dynamicznej jazdy, choć gdy przyjdzie taka potrzeba, to bez trudu możemy wyprzedzać. Jednak K4 znacznie lepiej czuje się po prostu w komfortowym przemierzaniu z punktu A do punktu B i odległość pomiędzy nimi może wynosić kilka lub równie dobrze kilkaset kilometrów.
Żadna trasa nie będzie męcząca ze względu na właściwości jezdne, dostępną moc lub cokolwiek innego. To po prostu samochód, który świetnie sprawdzi się w większości zadań, które przed nim postawimy. Jest najzwyczajniej w świecie bardzo uniwersalny, co naturalnie sprawia w parze z innymi zaletami, że powinien być rozważany przez spore grono odbiorców.

W danych technicznych zaintrygował mnie fakt, że wraz z bogatszą wersją wyposażenia wyraźnie maleje droga hamowania (GT-Line: 33,6 m, L: 35,4 m, M: 37,4 m). To także jeden z tych punktów, który może przemawiać za dopłatą. Podobnie zresztą jak wyciszenie, gdzie podstawowy wariant K4 (M) nie oferuje w standardzie dodatkowego wyciszenia komory silnika.

W przypadku GT-Line podróżowanie niezależnie od prędkości jest komfortowe właśnie m.in. ze względu na dobre odizolowanie od otoczenia. Naturalnie mówimy przez pryzmat kompaktowych samochodów, ale K4 jest względnie cicha w kabinie. Tyczy się to zarówno dźwięków związanych z oporem powietrza, wykonaniem nadkoli, jak i samego spasowania poszczególnych elementów.

Do czego jednak muszę się przyczepić? Ewidentnie do skrzyni biegów, która niby jest dwusprzęgłowa, ale potrafi szarpnąć w losowych momentach. Do tego poza sportowym trybem jazdy jest wyraźnie ospała i potrzebujemy dłuższej chwili na uzyskanie jej reakcji. Ogólnie to stały element jazdy, gdzie czuć podczas ruszania, że silnik się wkręca na obroty, ale napęd przekazywany jest dopiero po chwili, aż złapie sprzęgło.
Spalanie i zasięg Kia K4, czyli czysta benzyna bez prądu

Testowana Kia K4, jak każda inna wersja, czyli niezależnie od wyposażenia, nadwozia i silnika, pozwala zatankować 47 litrów benzyny do zbiornika paliwa. To akceptowalnej wielkości bak, choć naturalnie nikt nie pogardziłby większym. Podczas wykonywania pomiarów temperatura powietrza wynosiła około 20 stopni Celsjusza.
Jedynym udogodnieniem, które zastosowała Kia w celu oszczędzania paliwa, jest system start-stop. Działa on jako-tako, bo brak hybrydy to też spowolnione działanie, gdzie wyraźnie odczuwamy w kabinie proces odpalania silnika, który sam w sobie – w trakcie jazdy – nie budzi żadnych wątpliwości swoją kulturą pracy.

Mimo wszystko nie oczekujmy rekordowych wyników spalania w mieście. Oczekujmy, że Kia K4 będzie zgłaszać zapotrzebowanie na paliwo w okolicach 7,5 l/100 km (zasięg: ~620 km). Najniższy wynik, który udało mi się uzyskać, to 5,3 l/100 km przy spokojnej, nocnej jeździe. Z kolei korki lub większy pośpiech u kierowcy sprawią, że bez trudu przekroczymy 10 l/100 km.

Testowana Kia, napędzana klasycznym, spalinowym silnikiem, znacznie lepiej wypada na podmiejskich trasach (~80 km/h), gdzie nie musimy regularnie przyspieszać i ruszać z pozycji zatrzymanej. W ten sposób osiągamy zużycie paliwa na poziomie 4,2 l/100 km (zasięg: ~1110 km). Za to na drogach szybkiego ruchu oczekujmy następujących wyników:
- 100 km/h: 4,7 l/100 km (zasięg: ~1000 km),
- 120 km/h: 6 l/100 km (zasięg: ~780 km),
- 130 km/h: 6,6 l/100 km (zasięg: ~710 km),
- 140 km/h: 7,2 l/100 km (zasięg: ~650 km).
Jakby nie patrzeć, zastosowany silnik spalinowy w Kii K4 należy do oszczędnych, gdy jedziemy ze stałą prędkością. Idzie to w parze z rozsądną masą i dobrą aerodynamiką, więc na swój sposób nieprzesadnie duży bak został rozgrzeszony.
Systemy wsparcia, czyli Kia K4 oferuje wszystko, co ma najlepsze

Jak to bywa w przypadku koreańskich samochodów, tak Kia sensownie poukładała ustawienia wszystkich systemów wsparcia w ramach logicznie podzielonej sekcji. Do tego liczba dostępnych przełączników, czyli mnogość personalizacji jest bardzo duża, a to wszystko idzie w parze z rozsądnymi opisami. Innymi słowy, na etapie organizacji oprogramowania wygląda to bardzo dobrze.
















W praktyce system monitorowania znaków działa w miarę ok, ale jest nie do przeskoczenia podczas codziennej jazdy. Testowana Kia K4 potrafi zgubić się z odczytami na drogach szybkiego ruchu, ale bardziej irytujące jest pikanie przy każdej zmianie ograniczeń, które jest po prostu nadmiarowe. Na szczęście wszelkie dźwięki jesteśmy w stanie szybko ograniczyć, przytrzymując na kierownicy rolkę od regulacji natężenia dźwięku.


Wielkość lusterek Kii K4 jest po prostu poprawna. W tym aspekcie Koreańczycy zarówno nie silili się na ponadprzeciętną widoczność (np. wysokość), jak i nie ograniczyli komfortu manewrowania (spora szerokość). Widać to, co potrzeba, a w parze jest jeszcze system monitorowania martwego pola (i ruchu poprzecznego z tyłu).

Już w najtańszych wersjach Kii K4 pojawia się adaptacyjny tempomat. Decydując się na model ze skrzynią automatyczną, od razu dostajemy lepszy wariant, bo z funkcją Stop&Go.
Nie trzeba w tym wypadku dopłacać do bogatszego wyposażenia, bo całość determinuje właśnie rodzaj napędu. Samo działanie jest bezbłędne. Jedynie tryb predykcyjny, który wykorzystuje dane z nawigacji, sprawia wrażenie trochę zbyt wrażliwego.
Podobnie jak funkcja Stop&Go, tak samo z przekładnią DCT od razu otrzymujemy asystenta jazdy autostradowej, czyli automatyczne utrzymywanie auta na pasie ruchu. Jest to o tyle udane rozwiązanie, że Kia pozwala skorzystać z niego bez konieczności uruchamiania tempomatu i wcale nie musimy być na drogach szybkiego ruchu. Samo rozpoznawanie toru jazdy realizowane jest bez większych uwag.

Producent wspomina jeszcze o możliwości automatycznej zmiany pasa ruchu na autostradach, ale nie udało mi się w żaden sposób aktywować tego rozwiązania. Nie wykluczam, że może to mieć związek z danymi z nawigacji lub systemem rozpoznawania znaków.














Doceniam, że Kia już w najtańszych modelach K4 stawia na dokładnie ten sam zestaw podstawowych reflektorów. Jedynie w wersji M tylne światła nie są LED-owe, ale to nie rzutuje na komfort podróżowania nocą.
Tym sposobem podstawowy snop światła, który rzuca Kia przed samochodem, jest w pełni poprawny. Koreańczycy nie wychodzą przed szereg w żadnym zakresie (jasność, rozpiętość, wypełnienie), ale nie ma problemów z widocznością po zmroku.

Niezależnie testowana Kia K4 jest w stanie automatycznie przełączać się pomiędzy światłami drogowymi i mijania, aczkolwiek mogłaby szybciej reagować na innych uczestników ruchu. Jedyną różnicą związaną z oświetleniem i wersjami wyposażenia są światła przeciwmgłowe, których nie uświadczymy w podstawowym wariancie M. Nie są one jednak aktywne, czyli chociażby nie doświetlają zakrętów.



W podstawowych wersjach wyposażenia na pokładzie K4 pojawia się wyłącznie tylna kamera cofania, ale w bogatszych odmianach dostajemy system 360 stopni. Nie mogło go zabraknąć w testowanym egzemplarzu, więc widoczność dookoła auta jest całkiem niezła.
Co prawda jakość obrazu rejestrowana przez zastosowane matryce nie jest przesadnie dobra, bo brakuje detali, ale na jasność nie powinniśmy narzekać. Wszelkie przeszkody są zauważalne.
































W standardzie i niezależnie od wersji na pokładzie znajdują się przednie i tylne czujniki parkowania. W przypadku Business Line i GT-Line pojawiają się jeszcze boczne sensory, ale tylko w parze ze skrzynią DCT. Co ciekawe, Kia K4 w żadnym wariancie nie oferuje systemu automatycznego lub zdalnego parkowania.
Test Kia K4. Podsumowanie i nasza opinia

Kończymy test Kia K4 GT-Line z najmocniejszym motorem pod maską. Mimo że mówimy o najbogatszym wydaniu tego samochodu, to cena pozostaje bardzo rozsądna.
Dostajemy ponadprzeciętnie dużo przestrzeni i sporo nowoczesnych rozwiązań w stosunkowo niskiej kwocie. Przy tym K4’ka pozostaje nad wyraz uniwersalnym samochodem, który trafi w gusta większości odbiorców. Tyczy się to zarówno wyposażenia, wykonania, jak i po prostu właściwości jezdnych oraz dynamiki.
Z drugiej strony Kia powinna pomyśleć o modyfikacji skrzyni biegów, która jest najzwyczajniej w świecie ospała i potrafi mieszać się w swoich zeznaniach. Niestety Koreańczycy próbują już łapać klientów na haczyk ofert subskrypcyjnych w zakresie funkcjonalności systemu multimedialnego.
Źródło: oprac. własne. Zdj. otwierające: Łukasz Pająk / Android.com.pl
